KOŚCIÓŁ WYDŁUBANY W DREWNIE


Pod koniec dekady nibykomunistycznej w historii Polski
rozgrywała się w okolicy mała wielka historia człowieka, który brnął pod prąd czasów odartych z duchowości. Nie twierdzę, że teraz jest lepiej, ale w tym czasie osoby duchowne niezależnie od wyznania nie miały łatwego życia i działalności, a wręcz utrudnianą. Wtedy uznano, że duchy nie istnieją, więc i duchowość nie ma sensu. W takiej rzeczywistości ksiądz Pińciurek z miejscowymi chłopami w Momotach samodzielnie skonstruował kościół drewniany, w którym można znaleźć także elementy rzeźbione. Nie jest to 30metrowa katedra, ale jak w mało którym współczesnym kościele, czuje się tam coś. Ciekawe jest to, że każdy element drewniany i każde szkiełko w witrażu ma jakieś nie tylko techniczne znaczenie. Dlatego warto posłuchać opowieści miejscowego proboszcza następcy Pińciurka na temat budowli. A nie chodzi tu o ideologię wyznania tę czy inną, ani głębię bądź płytkość wiary miejscowych, ale wiarę óczesnych i starania mimo przeszkód, a w efekcie własnymi rękoma wzniesioną budowlę o znaczeniu religijnym.